Historia Wicca – podstawy

Historia Wicca zawsze była tematem trudnym i niewygodnym dla samych Wiccan, ponieważ założyciele tego kultu stworzyli na temat jej początków sporo mitów (jak to z każdą nową religią – trzeba jej było dorobić rodowód). Gerald Gardner pisał o kulcie o rodowodzie sięgającym czasów procesów czarownic i dalej, do epoki kamienia łupanego, przekazanym mu przez grupę z okolic New Forest. Alex Sanders z kolei opowiadał o tradycji przekazanej mu przez babkę. Wielu Wiccan szczerze w to wszystko wierzyło i bardzo się gryzło, kiedy historycy zaczęli udowadniać, że było zupełnie inaczej, że Sanders zdobył jakoś teksty liturgiczne, które złożone zostały wcześniej przez Gardnera z wielu dostępnych mu źródeł literackich i wzbogacone poezją Doreen Valiente. Jak to więc tak naprawdę było?

Najwcześniejszym źródłem informacji na temat Wicca są książki napisane w latach 50-tych XX wieku (tuż po zniesieniu praw czyniącym fakt bycia czarownicą karalnym) przez Anglika Geralda Gardnera, Arcykapłana pierwszego znanego wiccańskiego kowenu. Gardner opisywał tajemniczą religię czarownic, którą odnalazł jako antropolog-amator i do której przyłączył się, aby ją poznać dogłębnie. Choć w paru miejscach nazwał członków tej grupy „Wica” (przez jedno ‚c’), pojęcie to nie było wtedy w powszechnym użyciu – do mniej więcej lat 1970tych wierni mówili o sobie „czarownice”.

Gardner, jak już wspominałam, relacjonował, że napotkał kult, który przetrwał setki lat prześladowań, a obecnie wymierał. Wierzenia i obrzędy przekazywane były wyłącznie między zaufanymi członkami rodziny, a wiele fragmentów utracono na zawsze. Aby przyłączyć się do czarownic, trzeba było przysiąc, że nie zdradzi się ludziom „z zewnątrz” szczegółów obrzędów (podobnie jak w dawnych tradycjach misteryjnych) ani danych osobowych innych członków (ze względów bezpieczeństwa). Z tych ponoć powodów książki Gardnera zawierają wiele niedomówień. Wspierał on dodatkowo swoją tezę odwołaniami do prac brytyjskiej antropolożki i egiptolożki Margaret Murray, która za jego czasów była pewnym autorytetem na temat dawnych czarownic i także twierdziła, że praktykowały one jakąś formę pogańskiego kultu.

Obecnie wiemy, zarówno z przekazów ludzi mu współczesnych, jak i z tych jego notatek które przetrwały, że przekazywana przez Gardnera tradycja składała się z fragmentów skopiowanych z wielu źródeł, w tym pism Złotego Świtu, publikacji Aleistera Crowleya, poezji i prozy pogan antycznych oraz „Aradii” Charlesa Godfreya Lelanda (który twierdził, że odkrył tajemną religię czarownic w Toskanii we Włoszech).

Konkurują ze sobą dwie tezy. Jedna, przedstawiona przez Ronalda Huttona w książce „Triumph of the Moon”, mówi, iż Gardner stworzył Wicca od podstaw, na podstawie informacji zebranych z różnych źródeł i własnych pomysłów. Według drugiej, ukazanej w „Wiccan Roots” Phillipa Hesseltona, Gardner rzeczywiście COŚ odkrył, to COŚ jednak było na tyle fragmentaryczne, że musiał uzupełnić to korzystając ze swojej szerokiej wiedzy.

Tak czy siak – idea kultu czarownic okazała się na tyle atrakcyjna, że jeszcze za życia Gardnera zaczęły pojawiać się inne grupy o „antycznych” korzeniach. W tej chwili najpopularniejsze wydają się być: pochodzące od Roberta Cochrane’a Czarownictwo Tradycyjne (nie to samo co Wicca Tradycyjne), czarownictwo Feri (Cora i Victor Anderson) i Stregheria (czarownictwo włoskie, Raven Grimassi). Niektóre takie grupy nazywały się nawet oryginałami i oskarżały Gardnera o fałszerstwo.

Wicca rosło. Po śmierci obu założycieli zaczęły zdarzać się próby publikacji wykradzionych fragmentów rytuałów, koweny wymieniały się między sobą informacjami, zapanował pewien chaos. Świeża para aleksandryjskiego Arcykapłaństwa, Stewart i Janet Farrarowie, postanowiła to jakoś usystematyzować i z pomocą Doreen Valiente (w której posiadaniu znajdowała się jedna z Ksiąg Cieni Gardnera) po raz pierwszy opublikowała „ujednoliconą” Księgę Cieni w pozycji dostępnej obecnie pod nazwą „A Witches’ Bible”. Wielu Wiccan miało im to bardzo za złe; do dziś niektóre koweny odradzają lekturę tej książki.

Kolejnym skutkiem popularyzacji Wicca stało się to, że liczba zainteresowanych rosła. Wielu ludziom trudno było znaleźć nauczyciela, bo koweny były rzadkie. Wychodząc naprzeciw potrzebom religijnym takich ludzi niektórzy Wiccanie (m.in. Doreen Valiente, Raymond Buckland i Scott Cunningham) opublikowali proste podobne do wiccańskich zestawy rytuałów do praktykowania „kiedy nie możesz znaleźć żadnej grupy”. Czasem dołączali nawet instrukcje dotyczące autoinicjacji lub zakładania grup.

Publikacja materiałów z Księgi Cieni oraz alternatywnych praktyk rytualnych miała natychmiastowy skutek: zaczęły pojawiać się jednostki i grupy niezależne, tworzące swoją praktykę z mieszanki powyższych materiałów. Zbiorczo nazywa się ich Wiccanami Eklektycznymi. Charakteryzują się zwykle swobodniejszym podejściem do materiału Księgi Cieni, przysięgi milczenia, hierarchii wewnątrz kowenu i linii przekazu. W nurcie tym znajdują się tradycje takie jak Reclaiming, Seax Wicca, Odyssean Wicca i czarownictwo dianiczne.

Popularyzacja Wicca miała też skutki mniej pozytywne – pojawił się między innymi wysyp nastolatków zafascynowanych ekscytującą otoczką czarownictwa (uwieczniono je np. w filmach „The Craft: Sztuka czarownic” albo „Blair Witch Project 2″). Scott Cunningham poniewczasie nieco przestraszył się skutków swojego zachęcania do swobodnej interpretacji Wicca i opublikował drugą książkę, „Living Wicca”, w której próbował pokazać, że religia ta ma jednak pewne granice i ustaloną symbolikę, ale było za późno. Wielu „nowych” Wiccan zaczęło też usuwać ze swoich praktyk elementy, które uważali za zbyt kontrowersyjne. Odarli w ten sposób swoją religię z wcześniejszego dramatycznego przekazu – śmierć, seks i odrodzenie – nadając wydźwięk milszy i bardziej społecznie akceptowalny (pogodna religia natury).

Rezultat jest taki, że wśród Wiccan znajdują się obecnie ludzie o wszelkich możliwych postawach życiowych i stopniu zaangażowania religijnego. Znajdą się „wierzący, ale niepraktykujący”. Istnieją „weekendowi poganie”, których głównym wyrazem religijnym jest pojawianie się na otwartych dla wszystkich obrzędach osiem razy do roku. Mamy wreszcie Wiccan podążających za tradycyjnym wzorcem religii misteryjnej i takich, którzy szkolą się na kapłanów w pogańskich seminariach. Są radykalni eksperymentatorzy i ci, którzy pragną trzymać się dawnych przekazów co do joty. Największym wyzwaniem jest obecnie znalezienie wspólnego języka między tymi grupami.

Patrz też

Podziel się ze znajomymi